O stłuczce tramwaju z autem

W poniedziałek jechałem sobie tramwajem. Jedenastką, koło Dworca Głównego. Tramwaj zakręcał. W prawo. Na zakręcie, po prawej od tramwaju, stał czerwony samochód osobowy. Motorniczy podjechał trochę do przodu. Otarł się o samochód. Wgniótł go, zniszczył lampę. Wysiadł z tramwaju, wyciągnął iPhone’a i zaczął robić nim zdjęcia. Kierowca samochodu zwracał się do niego per ty. Ale co mnie najbardziej zdenerwowało, to pewna paniusia. Otóż postanowiła ona zostać samicą alfa i zakrzyknęła „była stłuczka, wysiadamy”. I prawie wszyscy wysiedli, mimo że nie była to oficjalna wiadomość od motorniczego czy też w jakikolwiek sposób potwierdzona. Ja zostałem. Przynajmniej miałem wolne miejsce. Ale ta suka niech ginie. Niech nie zarządza losem innych ludzi. Naprawdę. Nie chcę przeklinać, nie wiem, jak wylać z siebie frustrację na nią. Tacy ludzie nie zasługują na życie. ;-;